Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 9

Legenda o niedźwiedziu Zuzka stuknęła obcasikiem i momentalnie zmieniła strój z szerokiej spódnicy z fartuchem na czarny, skórzany kombinezon i wysokie, skórzane buty. Całość stroju uzupełniał biały kask z czerwonym napisem „Zuzka”. – No co? – zwróciła się do mnie zakładając kask na głowę – Nie ma na co czekać, wskakuj! – Ale ja chyba nie za bardzo jestem gotowa na taką jazdę – powiedziałam[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 8

Zuzka Chwilę później obok mnie pojawiła się uśmiechnięta, mała osóbka w szerokiej, czerwonej spódnicy, opasanej fartuchem. Na głowie nosiła kolorowy czepiec z szerokim rondem, który zasłaniał jasną grzywkę i figlarne oczka. Za to z tyłu zwisał gruby warkocz obwiązany czerwoną kokardą. Zuzka schowała swój telefon w kieszeń fartucha i zwracając się do mnie, powiedziała: – Zdziwiona, że mamy telefony? – Aha –[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 7

Ziemniaczane opowieści „Na pewno bardzo lubicie jeść ziemniaczki z surówką i kotlecikiem?…” – Nie patrz tak na mnie – powiedział Ratuszek widząc moją skwaszoną minę – Po prostu opowiadam tą historię słowami Reńki. Ona zawsze tak mówi do dzieci… – A ty zawsze podsłuchujesz – mruknęłam przekornie spoglądając na zirytowanego Piastoludka. – Nie podsłuchuję! Nie podsłuchuję! – To skąd znasz tę historię dokładnie[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 6

Jak Jędrzej brzeski Ratusz spalił Piastoludek poprawił kubrak, szybkim ruchem ręki strzepnął resztki popiołu, które spadły z sufitu na jego czapeczkę, po czym rozpoczął swoje opowiadanie: Działo się to bardzo dawno temu. Wtedy, kiedy jeszcze wszystkie domy w mieście były drewniane, a nocami po ulicach chodzili strażnicy, wołając: – Gaście ogień! Gaście ogień! – w ten sposób pilnowali[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 5

Spotkanie w Ratuszu Stałam bezradnie na rynku nie bardzo wiedząc, co robić dalej. Wokół mnie przechodzili ludzie, jednak, jak się wkrótce zorientowałam, nie widzieli mnie. Jak dostać się z powrotem do ludzkiego świata? – Niech tym się nie martwi – ktoś pociągnął mnie za płaszcz. Popatrzyłam w dół i zobaczyłam, kogóż by innego? Piastoludka. – Oni tak zawsze – powiedział wskazując głową w kierunku[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 4

Młynarska czy Garbarska? Nie wiedzieć kiedy znalazłam się obok kamieniczek na rynku. Wszystko wyglądałoby jak zwyczajny spacer po mieście, gdyby nagłe pociągnięcie za ucho nie przypomniało mi, że na moich ramionach siedzą dwa dziwne stworki. Zaś nagłe uderzenie w nos – że Piastoludki nadal się kłócą i machając kijkami starają się dosięgnąć przeciwnika po drugiej stronie mojej głowy. – Natychmiast przestańcie! Wy się bijecie, a ja[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 3

Pies księcia Jerzego Zapadła chwila milczenia. Czułam, że przez cały ten czas byłam uważnie obserwowana przez Brodka. Utkwił we mnie te swoje świdrujące oczka i uśmiechał się leciutko. Oparłam się o fortepian. – Niech siada – usłyszałam – Niech siada obok mnie! – Gdzie? – zdziwiłam się. – Na fortepianie! – Przecież nie wolno – zaoponowałam. – A widzi cię ktoś?[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 2

W zamkowych komnatach Rozglądając się na boki cichutko wkradłam się przez zamkową bramę na dziedziniec. Starałam się nie stukać obcasami o bruk, a mimo tego wydawało mi się, że słychać moje kroki nawet w kosmosie. – Co się skrada i dziwnie kroczy? – usłyszałam znajomy głos. – Staram się, żeby mnie nikt nie usłyszał i nie zobaczył – odpowiedziałam. – Przecież jesteśmy niewidzialni, ciamajdo! Stanęłam[…]

czytaj dalej…

Ewa Fonfara: Piastoludki cz. 1

Rozdział I. Spotkanie Nie dalej, jak jesienią tego roku spacerowałam sobie po naszym, brzeskim parku. Dzień był słoneczny, powiewał lekki wiaterek, który strącał kolorowe liście z drzew na ziemię. W ten sposób w alejkach parkowych powstawał barwny dywan po którym przyjemnie było spacerować. Postanowiłam iść tą kolorową ścieżką, ciekawa co kryje się na jej końcu. Minęłam fontannę chłopca z łabędziem, plac[…]

czytaj dalej…

Zima w Brzegu

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia stwarzają okazję do zaprezentowania kolejnego odcinka wspomnień Hansa W. Dietricha, z których dowiadujemy się, jakie były niegdysiejsze brzeskie zimy.  Z drzew opadły już ostatnie liście, a na promenadach i przy obsadzonych drzewami ulicach z wielkim trudem i wielką starannością zebrano je w pokaźne kupy, co stanowiło wyjątkową okazję, by się w nich nurzać i rozmiatać je nogami. Liście[…]

czytaj dalej…